środa, 22 marca 2017

Miesiąc książkowy – historia, czary, kino i czytadła

Luty był specyficznym miesiącem, działo się sporo niepotrzebnych rzeczy, mimo to (a może właśnie dlatego) udało mi się przeczytać parę książek. Czasu miałam niewiele, ale cug czytelniczy nie pozwalał mi nie czytać. Zarwałam przez to kilka nocek, w większości przypadków było warto.





Harry Potter i Przeklęte Dziecko J.K. Rowling, Jack Thorne, John Tiffany

Szał na Harry’ego wraca i trochę śmiesznie patrzy mi się na osoby, które inwestują kupę kasy, żeby mieć kilka różnych wydań tej samej powieści. Nie wydaje mi się, żeby którekolwiek było na tyle wyjątkowe, żeby w nie inwestować (ok, to robi na mnie wrażenie, ale nie da się go kupić). Jestem przywiązana do pierwszego wydania Media Rodzina, bo właśnie z tymi książkami spędziłam w dzieciństwie wiele pięknych godzin.

Dyskusji o tym, czy Harry Potter i Przeklęte Dziecko powinien się ukazać, możecie znaleźć mnóstwo. Byłam sceptycznie nastawiona, ale też bardzo ciekawa, co tak bardzo dzieli czytelników.

Trudno traktować dramat  jako kolejną część Harry’ego, ale dla mnie był to bardzo miły powrót do czasów, w których żyłam tą serią. Moim zdaniem autorom udało się oddać klimat świata  znanego z powieści i wszyscy byli lub obecni Potteromaniacy powinni zainteresować się tą sztuką (zresztą, nie wierzę, że tego nie zrobili). Teraz kombinuję, żeby jakimś sposobem odwiedzić Londyn i zobaczyć wersję teatralną. Pod koniec marca w księgarniach kolejny scenariusz – Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć – przeczytam na pewno.   




Słowik Kristin Hannah

Francja, II Wojna Światowa. Siostry, które muszą zmierzyć się z nową rzeczywistością. Dwie skrajne postawy, dwa odmienne charaktery. Czy uda im się przetrwać?

Jakiś czas temu polubiłam powieści z tłem historycznym. Wielu współczesnych pisarzy potrafi opisać dawne realia tak, żeby mnie zainteresować, w co kiedyś bym nie uwierzyła, bo przez lata unikałam wątków historycznych.

Słowik od razu skojarzył mi się ze Światłem,którego nie widać – znowu Francja, znowu wojna, znowu życie zwyczajnych ludzi. Trudno mi po czasie porównywać te książki, ale jedno z pewnością je łączy – są świetnymi powieściami.



Słowika przeczytałam w trzy wieczory (ok, była zarwana noc). Książka ma prawie sześćset stron, więc o czymś to świadczy. Mimo trudnego tematu jest napisana w lekki sposób i wciąga bardzo mocno.

Nie jest jednak doskonała. Nie znam się na historii na tyle, żeby przeprowadzać naukowe analizy, ale pewne fakty i wydarzenia wydawały mi się oderwane od rzeczywistości. Powieść nie musi być realistyczna w stu procentach, ale czasem brak logiki i przesada rzucały się w oczy. W Słowiku jest też coś bardzo amerykańskiego. Niektóre fragmenty są mocno przekoloryzowane wyłącznie po to, żeby grać na emocjach czytelników.

Mimo kilku wad uważam, że to naprawdę bardzo, bardzo dobra książka, która jest idealnie skrojona pod ekranizację. Czekam na film, podobno pojawi się za jakiś czas.

Pracownia dobrych myśli Magdalena Witkiewicz

W lutym intensywnie poszukiwałam optymizmu, a Pracownia dobrych myśli okazała się jego idealnym ucieleśnieniem. Nie miałam szczególnych oczekiwań co do tej książki – ot, czytadło, jakich wiele. Fakt, jest to prosta powieść obyczajowa, ale szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatnio podczas czytania cały czas się uśmiechałam.




Jest to historia mieszkańców kamienicy, których losy się przeplatają. To tyle.

Początkowo przeszkadzał mi szyk przestawny autorki. Wątek, że dziewczyna tuż po studiach bez problemu dostaje pracę w telewizji, ociera się o science-fiction, ale... wybaczam.

Jeśli lubicie proste, sympatyczne historie o zwyczajnych ludziach – polecam. Idealna lektura na zły dzień.


Obudź się, Kopciuszku Natalia Sońska

Wciąż poszukując lekkiej, pozytywnej lektury sięgnęłam po Obudź się, Kopciuszku Natalii Sońskiej. Tak, jest to niezobowiązująca lektura. Nie, nie nazwałabym jej lekką.

Samotna kobieta, która każdą wolną chwilę spędza w pracy, poznaje faceta życia i oczywiście nie może z nim być.



Główna bohaterka doprowadzała mnie do szału. Gadałam do książki i pukałam się po głowie, bo, po pierwsze, motywacje dziewczyny wydawały mi się absurdalne, po drugie... momentami postępowała równie głupio  jak ja. Ale błagam... [teraz spoiler] spotykasz kogoś, kochacie się z wzajemnością i żadne z was nie może się przeprowadzić, bo co? Zawód lekarza jest potrzebny wszędzie tak samo. Poza tym serio – odległość Kraków-Zakopane, to nie Ziemia-Księżyc, taka relacja byłaby możliwa dla chcących osób [koniec]. Najsłabszą stroną fabuły jest główny problem, (o którym przed chwilą) – moim zdaniem za słaby. Napisana poprawnie, czyta się szybko i wciąga (#kolejnazarwananoc). Najbardziej podobało mi się miejsce akcji – uwielbiam zarówno Karków, jak i Zakopane, więc super było mi się tam przenieść. Plus góry zimą – moje niespełnione marzenie... Wielki plus za postać pani Anieli – przesympatyczna bohaterka, aż chciałoby się u niej pomieszkać.

Książce zawdzięczam sporo frustracji, więcej się przy niej denerwowałam, niż relaksowałam, ale jeśli macie ochotę na szybką podróż w góry, wątki medyczne i romans – polecam. Ostatecznie, nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała.


Listy niezapomniane

Skończyłam drugi tom Listów niezapomnianych. Już po pierwszej części planowałam oddzielny wpis, ale nie wiem, czy kiedyś się pojawi. Jeśli szukacie lektury, pełnej inspirujących treści, napisanych przez zwykłe-niezwykłe osoby, to czas sięgnąć po tę pozycję.




Nie prosiliśmy o skrzydła, Sekretny język kwiatów Vanessa Diffenbaugh  

Jak widzę to, co piszę, naprawdę nie mam pojęcia, co skłoniło mnie do przeczytania tej pozycji. Temat bardzo mi daleki, ale słyszałam dobre opinie o książkach autorki i miałam przeczucie, że będzie warto.

Historia kobiety, która nie potrafiła być matką. Przez piętnaście lat dzieci wychowywała babcia, ale z dnia na dzień wszystko się zmieniło i bohaterka musi stawić czoła macierzyństwu

Pojawia się w tej powieści wiele trudnych tematów – od wspomnianego macierzyństwa, przez dorastanie, niepełnosprawność, problemy finansowe po kwestię nielegalnej imigracji. Emocjonująca, nieprzesadzona, wspaniale wykreowana historia. Świetna proza obyczajowa, bez zbędnego napuszenia, ale też niegłupia. Spodobała mi się na tyle, że od razu sięgnęłam po debiut tej samej autorki, który kupiłam gdzieś kiedyś za osiem złotych i nieprzeczytany czekał na półce, czyli Sekretny język kwiatów. Tym razem poznajemy losy Victorii – sieroty, która kończy 18 lat, musi opuścić dom dziecka i zacząć życie na własny rachunek. Powieść rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych – poznajemy teraźniejszość i dzieciństwo bohaterki.




Spodobał mi się motyw mowy kwiatów, którą bohaterowie wykorzystują do komunikacji. Na końcu książki znajduje się słowniczek, z którego możemy dowiedzieć się, co która roślina oznacza.

Widać, że autorka lubi pewne tematy – powtarzają się wątki o relacjach rodzic-dziecko, a także smaczki przyrodnicze – w Sekretnym życiu kwiatów są to rośliny, w Nie prosiliśmy o skrzydła motyw ptasich piór.



Bardzo polubiłam styl Vanessy Diffenbaugh. Powieść Nie prosiliśmy o skrzydła przemówiła do mnie bardziej, ale uważam, że obie są na bardzo dobrym poziomie. Autorka wydała dopiero dwie książki, ale jeśli napisze coś jeszcze, chętnie to przeczytam.


Aforyzmy optymisty

Pozytywnej energii szukałam też w zbiorze Aforyzmów optymisty. Jak sama nazwa wskazuje, jest to zbiór cytatów znanych osób, które mają (rzekomo) optymistyczne przesłanie. Rzekomo, bo w niektórych za cholerę nie mogę dostrzec nic optymistycznego. Co jakiś czas wracam do tej pozycji, bo, mimo wszystko, zawiera sporo interesujących myśli. Raz na kilka miesięcy szukam sobie cytatu przewodniego, liczyłam, ze tutaj znajdę coś odpowiedniego. Tym razem nie trafiłam, ale ‘swoje’ cytaty znalazłam, zupełnie niespodziewanie, gdzieś indziej.



Kinopassana Tomasz Raczek

Tę książkę kupiłam kiedyś pod wpływem przeczytanego wywiadu z Tomaszem Raczkiem. Jego podejście do odbioru filmów wydało mi się wyjątkowo bliskie i liczyłam na to, że w Kinopassana rozwinie, rozpoczęte w wywiadzie, tematy. Rzeczywiście – pojawiły się, ale w moim odczuciu, tylko jako namiastka.

Kinopassana to luźny zbiór myśli dotyczących kina. Jest trochę o odbiorze filmów, polskiej krytyce, dyskusjach Raczka z Kałużyńskim czy terapeutycznym wpływie filmów na widzów. Wszystko bardzo interesujące, ale to trochę za mało. Chętnie przeczytałabym tę pozycję w wersji rozszerzonej, bo niestety, czuję niedosyt.




Nie wygłoszę tu mowy Gabriel García Márquez       

Niepozorny zbiór przemów Marqueza będący przekrojem jego myśli z różnych etapów życia – od czasów, kiedy autor miał siedemnaście lat do roku 2007, czyli osiemdziesiątego roku życia pisarza. Nie znam Marqueza dobrze, kiedyś czytałam jego opowiadania, które bardzo mi się spodobały, ale wciąż nie skonfrontowałam się z jego najbardziej znanymi powieściami. Oprócz tego, że jest to pisarz, którego po prostu warto poznać, to jedna z tych znanych osób, które urodziły się tego samego dnia, co ja, więc mam poczucie, że tym bardziej, powinnam zainteresować się jego twórczością.

W zbiorze pojawia się wiele wartych uwagi myśli autora, są problemy Ameryki Łacińskiej i wątki osobiste. Czytając miałam poczucie, że mam do czynienia z wielką postacią.



Bardzo podoba mi się też wydanie książki. Minimalistyczna grafika na okładce, materiałowa zakładka... Tak się zachwycałam, aż książka się rozkleiła. Super. 


Tak właśnie wyglądał mój czytelniczy miesiąc. Marzec jest zupełnie inny pod względem tematycznym, poza tym, strasznie się rozpraszam i czytam na raz pięć różnych książek. Tęsknię trochę za biografiami muzycznymi i Stephenem Kingiem, ale nie planuję, co będę czytać, bo mój umysł automatycznie się buntuje. Możliwe, że marzec okaże się jeszcze bardziej zaczytany, bo mam wokół siebie bardzo dużo intrygujących książek. Czytanie jest super, pozdrawiam i polecam.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz