niedziela, 6 września 2015

„Mały książę” – podróż do czasów dzieciństwa

Jak żyjecie? Wiem, że dla wielu osób urlopy i wakacje się skończyły, ale wrzesień jest takim pięknym miesiącem! Zawsze go uwielbiałam. Ten moment kiedy lato spotyka się z jesienią i chociaż może robi się odrobinę chłodniej, to przecież niezwykły klimat schyłku lata wszystko wynagradza. Prawie tak niezwykły jak najnowszy film inspirowany Małym Księciem.

Źródło: materiały prasowe


Kiedy wróciłam z kina, jak to zwykle bywa zaczęłam przeglądać internetowe opinie innych na temat filmu. Zaskoczyło mnie, że są tak skrajne. I to nawet nie chodzi o podobanie się czy niepodobanie, ale żeby ocenić tę animację na jeden, seriooo? Analizowałam to przez jakiś czas i wydaje mi się, że najbardziej zawiedzione były osoby, które nastawiły się na adaptację książki. Opowieść, którą stworzył Antoine de Saint-Exupery jest ponadczasowa i ma wielu zwolenników, ale była tylko inspiracją dla powstałej niedawno francuskiej animacji. Dlatego przed seansem oczyśćcie umysły ze wszystkich wyobrażeń i oczekiwań i dajcie porwać się filmowi.

Główną bohaterką jest dziewczynka w wieku szkolnym, której mama postanowiła zaplanować całe życie co do minuty – ma wyznaczony czas na spanie, jedzenie, a przede wszystkim na naukę. Wiadomo jakie skończy szkoły i co dostanie na kolejne urodziny. Przecież bycie produktywnym jest najważniejsze na świecie! Dziewczynka na szczęście nie traci ciekawości świata i postanawia nagiąć reguły. Poznaje sąsiada – staruszka, który opowiada jej historię Małego Księcia, uruchamia jej wyobraźnię i pokazuje co to znaczy być dzieckiem. I tak mija pierwsza połowa filmu. Druga to podróż wyobraźni, w której możemy zobaczyć między innymi alternatywne losy Małego Księcia.

Właśnie druga połowa filmu zraziła wielu odbiorców. Trochę tak jakby książkowy Książę był świętością, której nie można tykać. Zupełnie się z tym nie zgadzam, bo to, co zrobili realizatorzy ma na celu uwypuklenie głównego problemu fabuły. Nie warto zatracić się w gonitwie za nie wiadomo czym. Nie warto dać się pochłonąć konsumpcyjnemu podejściu do życia. Nie warto dorastać.

Tu mały przypis. Jest różnica między nigdy niedorastającym Piotrusiem Panem, a niedorastającym Małym Księciem. Bycie dzieckiem według Piotrusia Pana to egoistyczne uciekanie przed odpowiedzialnością i rzeczywistością. Dzieciństwo na wzór Małego Księcia to zachwycanie się drobiazgami, dziwienie światem i radość życia. No i jeszcze patrzenie na świat sercem.

I właśnie to jest przesłaniem filmu – nie zatracajmy dziecka, które każdy z nas ma w sobie. Życie jest niewiele warte, kiedy zapomnimy o tych kilku istotnych rzeczach. Może to trochę naiwne, może nieżyciowe, ale przecież bezmyślne przemykanie z dnia na dzień jest jeszcze bardziej bez sensu. Bądźmy więc Małymi Książętami.



Ogromną zaletą filmu jest także grafika. Piękne obrazki, dopracowane do najmniejszego szczegółu. Już sama warstwa wizualna zachwyca, więc ponownie pytam, jak można ocenić taki film na jeden?! Ok, nie powinno się próbować racjonalizować wyroków internautów, no, ale jak tak można?! Komputerowe animacje przeplatają się tu z kukiełkowymi fragmentami, to właśnie wtedy widzimy na ekranie Małego Księcia znanego z kart książki, a współczesność spotyka się z klasyką. Dodam jeszcze, że obraz uzupełnia dobrze dobrany soundtrack, więc pytam po raz ostatni… Skąd te jedynki? :D

Mały Książę to historia ciepła, wzruszająca, z ważnym przesłaniem. Polecam ją zwłaszcza dorosłym, żeby przypomnieli sobie na czym polega życie. I dzieciom, żeby przypadkiem nie zachciało im się szybko dorastać. Oglądajcie wszyscy, naprawdę dawno nie wdziałam tak świetnej animacji. Jest przecudowna.


P.S. Specyficzne wpisy powstają ostatnio. Refleksyjny nastrój wisi w powietrzu. Ale nie martwicie się, już niedługo będzie CZAD. 

18 komentarzy:

  1. Jeszcze filmu nie widziałam, ale za to opinii uniknąć nie mogę. I właśnie, ze względu na to, że są skrajne przekonują mnie do jego obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem skrajne opinie pomagają filmowi. Polecam i zachęcam do oglądania :)

      Usuń
  2. Dla mnie wrzesień też jest magicznym miesiącem!:) A "Małego Księcia" planuję obejrzeć;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęciłaś mnie do obejrzenia! :) Ja dla odmiany bałam się, że bardzo wiernie jest oddana książka, którą znam prawie na pamięć... ;) A tak, to chętnie obejrzę tę wariację reżysera.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mi się udało :) Naprawdę warto zobaczyć :)

      Usuń
  4. Chyba się złamię i pójde do kina. Dostaje tyle pozytywnych recenzji, że mało prawdopodobne, żeby mógł okazać się kiepski. No i Mały Książe ostatnim razem poprawił mi średnią. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to koniecznie musisz zobaczyć! :D

      Usuń
  5. Jeszcze nie widziałam filmu, ale chętnie obejrzę z dzieciakami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, chociaż wydaje mi się, że bardziej trafi to starszych dzieci ;)

      Usuń
  6. Chętnie pójdziemy z synem na ten film

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, chociaż, tak jak pisałam wyżej - film raczej dla starszych dzieci ;)

      Usuń
  7. Film na mnie czeka. Jestem go bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Film tak jak mówisz tylko inspirował się książką, ale przesłanie jest bardzo podobne :) Swoją drogą uwielbiam książkę Mały Książę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Potrafisz zachęcić do obejrzenia! Zaciekawił mnie ten motyw kukiełek (próbuję to sobie wyobrazić) i zdecydowanie podoba mi się pomysł na dziewczynkę z hiperzaplanowanym życiem (biedactwo!).

    OdpowiedzUsuń