środa, 26 sierpnia 2015

Quo vadis? Blogosfera i życie.

Dziś będzie trochę inaczej. Mniej o wydarzeniach i o kulturze, więcej o życiu. Chociaż kultura, jak to zwykle bywa, jest punktem wyjścia. A dokładniej pewne zjawisko, które od dłuższego czasu wydaje się być powszechne wśród blogerów. No i całej reszty ludzi.


Kiedy założyłam blog, zaczęłam znacznie więcej czasu poświęcać na śledzenie losów innych osób, które publikują. Blogów jest mnóstwo. Za każdym razem odkrywam coś nowego i nie przestaję się dziwić, że po świecie chodzi tylu interesujących ludzi.

Oprócz blogów o kulturze, których moim zdaniem jest ciągle w mainstreamie (o ile w internecie istnieje mainstream) zdecydowanie za mało, najczęściej czytam blogi o życiu – przemyślenia innych na temat różnych spraw.

I właśnie w kręgu tych ostatnich blogów zauważyłam coś, co początkowo mnie fascynowało, a z czasem zaczęło irytować.

Motywacja.
Produktywność.
Realizacja celów.

Niepozorne hasełka powtarzane przez wielu internautów.

W pierwszej fazie wydało mi się to świetnym pomysłem – tak układać swoje życie, żeby ogarniać wszystko – najlepiej wszystko na raz. W moim przypadku chodziło najczęściej o to, żeby obejrzeć X filmów, przeczytać Y książek, przesłuchać Z płyt w konkretnym czasie, a w tym samym momencie być na wszystkich wartościowych wydarzeniach, no i jeszcze znaleźć czas na studia i normalne życie.

O ile zaczynając myśleć w ten sposób, może się wydawać, że jesteśmy na drodze do ideału, tak czas i różne życiowe wydarzenia mogą to brutalnie zweryfikować. Nie mówię, że nie warto stawiać sobie celów, mieć ambicji, czy (przede wszystkim!) marzeń. Warto, warto gonić za tym czego chce się najbardziej, warto próbować nowych rzeczy, warto dążyć do samorealizacji. To wszystko jest ważne, ale nie powinno być nadrzędne. Zbyt łatwo się w tym zatracić i zapomnieć o tym, co jest ważniejsze.

A najważniejsze jest życie samo w sobie, tak po prostu. To, że robi się to, co się robi w danym momencie, a nie, że odhacza się kolejny punkt utopijnej listy. Bo, jakie to ma znaczenie, że czytasz np. setną książkę w tym roku? Przecież ważniejsze jest to, że to właśnie w tym momencie, dzięki niej masz lepszy nastrój.

Każdy kolejny dzień może być szansą na realizację celu, ale szkoda by było zapomnieć przez to, że jest cudowna pogoda i można ją wykorzystać do czerpania radości z teraźniejszości.



Nie mówię, żeby wszyscy porzucili swoje projekty i wyjechali na kraniec świata, nie. Chociaż w sumie… ;) Chodzi mi tylko o to, że życie jest tu i teraz i byłoby żal je przegapić w gonitwie za byciem coraz bardziej efektywnym.

Dlatego odejdźcie od tych przeklętych komputerów i bawcie się dobrze, z osobami, na których Wam zależy. Bo produktywność niekoniecznie musi dać szczęście.

Wpis sponsorowany przez Kryzys Egzystencjalny. Dziękuję.


8 komentarzy:

  1. "A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie." - To nie ja, to Leopold Staff, poeta, którego wiersze warto przeczytać i przemyśleć. Są ponadczasowe, i piękne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Większość piszących o trójcy motywacja-cele-produktywność zajmuje się jej teorią. Z punktu widzenia: biznes/filozofia/zdrowie ..... Interesujące blogi opisują jak się w tych trzyech stanach żyje. O własnej drodze do ich osiągnięcia. Takiej autorskiej ścieżce, znalezionej lub wydeptanej w otaczającej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, praktyka jest o wiele bardziej interesująca, ale mam wrażenie, że niestety znaczna część tylko cytuje teorie...

      Usuń
  3. Witaj, Ja od niedawna zapisałam się do różnych grup blogowych i zaczęłam odwiedzać inne blogi, przyznaję że wiele świetnych i przydatnych odkryłam, najbardziej lubię i poszukuję blogów właśnie takich o podróżach, konkretnych miejscach, atrakcjach, wydarzeniach i kulturze pisanych przez osoby mieszkające w danym miejscu. Sama też taki blog prowadzę. Zauważyłam że mnóstwo jest blogu na których mam wrażenie że ci blogerzy piszą dla innych blogerów, w sensie "kółka wzajemnej adoracji", może się nie znam :) ale wydaje mi się że dla nich liczą się statystyki, odwiedziny, lajki i komentarze. Nie wiem jak i kiedy mają czas na tworzenie 5 postów tygodniowo, komentowanie itp. Dlatego zgadzam się z tym co tu napisałaś. Pozdrawiam Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację z tymi "kółkami wzajemnej adoracji". Wielu blogerów tworzy dla innych blogerów i wręcz produkuje kolejne wpisy. Czas wprowadzić modę na blogowanie w wersji slow ;)

      Usuń
  4. Jak słyszę " motywacja - produktywność - realizacja celów", to przełączam ;) W sumie nie znałam tego typu ludzi, aż pewnego dnia poznałam. Chłopak jeździ na jakieś dziwne spotkania coachingowe i spamuje później na "fejsie" swoimi przemyśleniami w tym właśnie stylu. Odnoszę wrażenie, że dla niektórych to właśnie to gadanie o tych celach itd. jest celem samym w sobie i sensem istnienia - straszne, brr ;)

    Poza tym, sympatyczny blog, zaraz lecę przeglądać dalej, bo sama jestem z Gdańska, więc z miłą chęcią czytam o wszelkich ciekawych wydarzeniach itp. w Trójmieście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od niedawna też mam alergię na 'programowanie' życia. Strasznie to smutne w gruncie rzeczy, zwłaszcza takie planowanie dla planowania...

      Cieszę się, że się podoba :) Jak fajnie, że ktoś z Gdańska się pojawił! :)

      Usuń