środa, 31 maja 2017

Porwania, spotkania, dźwięki i nijakość – kwiecień w pigułce #4

Podsumowania pozwalają mi uwierzyć, że chociaż ogólnie jest słabiutko, to dzieją się rzeczy, które są dobre. Więc podsumowuję. Znowu. Zapodsumowuję Was na amen.





Porwanie?

Na pewno zastanawialiście się kiedyś, jak to jest zostać uprowadzonym (serio, nie robiliście tego?). W kwietniu doświadczyłam tego na własnej skórze, i chociaż tego nikczemnego czynu postanowiły dokonać bliskie mi osoby, byłam nieźle wkur... intensywnie zdenerwowana. Więc przepraszam za gwałtowną reakcję, wszystkie bluzgi i generalne zepsucie atmosfery. Ale wybaczyliście, prawda? No i dziękuję jeszcze raz, bo to najprawdopodobniej najlepsza impreza samochodowo-parkingowa, jakiej będzie dane mi doświadczyć. Plus pozdrowienia dla mojego sąsiada.


Niewyjściowe mordki


Czwartki z Tellą

Ok, czwartki są umowne, ale jakoś najbardziej kojarzą mi się z naszymi wspólnymi popołudniami. Chociaż wszystko układa się jakoś odwrotnie, niż powinno, niewiele rzeczy ma sens, dorosłość jest do dupy, a my prawdopodobnie ostatnio bardziej się demotywujemy, niż motywujemy, bardzo, bardzo, bardzo Ci dziękuję. Pewnie nie powinnam tego tu pisać, ale naprawdę maksymalnie się cieszę, że znowu JESTEŚMY. Bo do niedawna myślałam, że nie będzie to już możliwe. Wiem, że niedługo zostaniesz człowiekiem pracy i doświadczysz uroków ‘prawdziwego’ życia, i że nasze (mimo wszystko) beztroskie spotkania się ukrócą, ale i tak... Dziękuję. Dziękuję, że jesteś, dziękuję, że mimo ciągłych zwariowanych zwrotów akcji wciąż się przyjaźnimy. Dobra, robi się ciut zbyt sentymentalnie.

A! Szykujemy razem fajny wpis. Co prawda szykowanie trwa już od lutego, ale przecież w końcu się uda. Przygotujcie się na gimbazjalne wspomnienia i dużo filmów. Zdjęcia już są. Jest też filmik, ale raczej nie ujrzy światła dziennego.





Mroczne chwile w Rumunii

Przypadkiem trafiłam na rumuński miniserial Dolina Ciszy i właściwie nie jestem przekonana, czy go polecać czy odradzać. To kryminalna historia, z rodzinnymi dramatami w tle. Sporą część zajmuje też motyw odkrywania swojej tożsamości seksualnej i chyba głównie ten wątek sprawił, że obejrzałam serial do końca. Z jednej strony ta produkcja ma w sobie coś intrygującego, z drugiej, trochę mnie rozczarowała. Podobał mi się pomysł, ogólny klimat całości, ale takich historii jest sporo (i pewnie też sporo lepszych), więc raczej nie zmieni niczyjego życia. Ale to tylko cztery odcinki, można zaryzykować. Na plus – plenery, aktorstwo i muzyka (zwłaszcza motyw z czołówki).






EGO

W kwietniu były święta, musiały być też planszówki. Tym razem królowało EGO, czyli zabawa w to, jak dobrze znasz swoich współgraczy. Spoko gra, chociaż spodziewałam się, że pytania będą trochę inne. Niezły test nie tylko na to, jak znamy naszych bliskich, ale też samych siebie. Ja na przykład, na niektóre z tych pytań pewnie nigdy nie będę potrafiła odpowiedzieć. Warto sprawdzić na sobie.





Riverside w Starym Maneżu

Czyli jeden z koncertów, którymi powinnam być zachwycona, a... nie wyszło mi. I nie dlatego, że coś poszło nie tak, bo występ był niemalże doskonały. Supporty – Lion Shepherd i Sounds Like The End Of The World też zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie, tylko... Są takie dni, że nieważne, jak dobre jest to, co odbieramy, bo i tak nie ma prawa wyjść (wejść?) dobrze. Byłam zmęczona, głodna i smutna, i cóż, w niektórych momentach miałam ochotę usiąść i płakać. Ale i tak cieszę się, że tam byłam, chociaż liczę na to, że następnym razem moje wewnętrzne okoliczności okażą się bardziej sprzyjające. Bo Riverside naprawdę warto usłyszeć na żywo. Pozdrawiam mojego towarzysza – kuzyna. Fugi prawdopodobnie może zdać Wam lepszą relację z tego wydarzenia – nie dosyć, że jest wielkim fanem zespołu, to ma porównanie, bo wcześniej był na ich warszawskim koncercie specjalnym.     






Muzyka, muzyka, muzyka

W kwietniu katowałam na zmianę głównie dwie płyty – Infinite Deep Purple i A kysz! Darii Zawiałow. Słuchając Deep Purple, wciąż wspominam zeszłoroczny koncert. Cieszę się, że brałam w nim udział, zwłaszcza, że mam poczucie (wiem, prawie na pewno), że był to pierwszy i ostatni raz. A Deep Purple ważnym zespołem jest, przynajmniej dla mnie, więc tak. Każdy nowy dźwięk na wagę złota, bo przecież Panowie już młodsi nie będą. Co do Darii... Płyta budzi u mnie na tyle skrajne emocje, że myślę nad wpisem. Ale jeszcze trochę pomyślę. A poza tym – maltretowałam soundtrack Pulp Fiction. Tu chyba nie muszę nic dodawać?




Blog

Niewiele się tu działo, bo zwyczajnie nie miałam siły na nic. W poprzednim wpisie są odnośnik do ostatnich postów na blogu, zapraszam, jeśli kogoś to interesuje. Co dalej? Nie mam pojęcia. Pomysłów mam sporo, ale planów żadnych, bo to w tym momencie naprawdę nic nie da.

Maj (odpukać) jest jak na razie najlepszym miesiącem w tym roku, chociaż jakbym w tym momencie miała cokolwiek podsumowywać, to byłoby ciężko. Ale jesteśmy na półmetku, więc wszystko przede mną. Do następnego, być może nie podsumowania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz