środa, 26 kwietnia 2017

Pięć razy marzec – miesiąc w pigułce #3

Marcu, ach marcu! Jak dobrze, że się skończyłeś. Na tym mogłabym zakończyć to spektakularne podsumowanie, ale załóżmy, że warto wspomnieć o kilku rzeczach. Tych dobrych.

Tym razem będą to migawki z miesiąca, bo rozpisywanie się nie ma w tym przypadku żadnego sensu. Lecimy.



Ćwierćwiecze minęło

Dotrwałam do magicznej granicy lat dwudziestu pięciu i... nic. Nie jestem wielką fanką własnych urodzin, a tegoroczne okoliczności trochę utrudniły mi oficjalne przejście do kolejnego etapu. Nie najlepszy czas, nie najlepszy początek. Oby dalej było lepiej. Dziękuję jeszcze raz wszystkim, którzy pamiętali i w jakiś sposób umili mi ten dzień. Nie wierzę, że jestem taka stara...





Koloroooowooo

Żeby zrównoważyć trochę ciężar wieku (huehuehue) zajęłam się kolorowaniem. Tak, wiem, że moje życie staje się coraz bardziej fascynujące. Ale serio – polecam. Mnie to uspokaja i szybko się wkręciłam, chociaż wiem, że wiele osób to frustruje, bo kolorowanie jednego obrazka zajmuje sporo czasu, no i trzeba zwyczajnie lubić takie zajęcia. Poza tym pamiętajcie – to kolorowanki dla dorosłych, więc musicie dobrze przemyśleć, czy jesteście na nie gotowi. Ja już jestem.




Łona, Webber i The Pimps

Super, super koncert w Kwadratowej, który wciąż nie doczekał się oddzielnego wpisu. Myślałam, że nie odnajdę się w tej joł, joł ziomalskiej atmosferze, ale jakoś poszło. Na początku było śmiesznie, później trochę irytująco (pozdro dla publiczności – jak zwykle miałam szczęście do otaczających mnie osób), ale ostatecznie koncert okazał się być naprawdę bardzo, bardzo dobry. Dwie godziny solidnego grania, tego się nie spodziewałam. I gitarzysta był fajny... Tyle plusów, że nie mogę się doliczyć. No i moi drodzy towarzysze – Skrzypu (bracie!), Mastku (kolego mojego brata!) – bez Was ten wieczór nie byłby tak udany.





Nieznośna lekkość bytu

Nieznośna lekkość bytu Milana Kundery, czyli melancholia niekontrolowana. Nie wiem, czy to typowe dla czeskiej literatury, ale właśnie z tym ją kojarzę – nostalgią, skomplikowanymi relacjami międzyludzkimi i spokojem połączonym ze smutkiem. Przypadkowość losów ludzkich, wybory, które doprowadzają do nieprzewidywalnych skutków i ulotność chwili. Tematy nie są łatwe, ale powieść czyta się zaskakująco lekko. Idealnie wpasowała mi się w marcowy nastrój i totalnie trafiła do ciemnej strony mojej wrażliwości. Lektura miesiąca.





Wyjazd do Niemiec

Z jednej strony okoliczności nie sprzyjały, z drugiej myślę, że ta podróż spadła nam z nieba. Kilka dni w innym miejscu może naprawdę wiele dać. Intensywny i trudny czas. Sporo zobaczyłam (może wstawię fotorelację?), dużo doświadczyłam i przestałam wierzyć w niektóre stereotypy. Mam wrażenie, że w Niemczech coraz trudniej spotkać Niemca, dziwne uczucie. Współczuję mojej rodzinie, która tam mieszka, bo chociaż mają udane życie, to nie sądzę, że kiedykolwiek poczują się tam jak u siebie (przy okazji – jeszcze raz przepraszamy za wypite hektolitry herbatki – następnym razem przyjedziemy z zapasem :D). Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała emigrować, bo mimo przeróżnych plusów, życie na obczyźnie wydaje mi się strasznie przygnębiające.




Na blogu

Strona na facebooku ostatnio mi szwankuje, linki do wpisów się tam nie pojawiły. Możecie sobie poczytać, parę rzeczy opublikowałam jakiś czas temu.
I to tyle w marcu. Działo się dużo, działo się źle, ale nie są to tematy na bloga. Pierwszy kwartał roku był naprawdę kiepski, ale chcę wierzyć, że teraz będzie już tylko lepiej. Drogi roku 2017, pokaż mi swoje dobre oblicze, bardzo Cię proszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz