sobota, 7 stycznia 2017

Podróż do Marmuru, melancholia niekontrolowana i Taco Hemingway

Zanim ostatecznie rozliczę się z minionym rokiem, muszę rozliczyć się z Taco. Ten niepozorny artysta towarzyszył mi przez ostatnie kilka miesięcy, był taki okres, że dzień bez Taco był dniem straconym. Coś musi być na rzeczy...



Jesień 2015, Następna Stacja triumfuje na Liście Przebojów Programu Trzeciego. Moją pierwszą reakcją wtedy było: ale o co chodzi? Nie trafiało do mnie zupełnie, ale wkradło się w głowę. Później Michał dostał na urodziny Umowę o Dzieło. Słuchaliśmy. Słuchaliśmy i słuchaliśmy. Niedługo potem puścił mi Trójkąt Warszawski. Intrygująca historia, ale na jakiś czas o niej zapomniałam. Wracałam do tych nagrań bez większej ekscytacji. Pamiętam moment, kiedy chciałam dowiedzieć się o Taco czegoś więcej, ale internet milczał. Później znalazłam wzmiankę w gazecie (tak, takiej papierowej), z której dowiedziałam się, że Taco, to w rzeczywistości Filip Szcześniak, dwudziestopięcioletni absolwent warszawskiego kulturoznawstwa (plus dziesięć do fajności).  

Przyszło lato. Nie wiem dlaczego, właściwie z dnia na dzień, twórczość Taco i Rumaka zaczęła do mnie trafiać milion razy bardziej, niż wcześniej. Trójkąt warszawski zapętlałam na okrągło. Pod koniec lipca ukazał się Wosk, kilka dni później dotarliśmy na koncert Taco. Akurat były jego dwudzieste szóste urodziny, oczywiście sprawdziła się zasada – jeśli Taco jest w Trójmieście, wiedz, że będzie padać. Kilka minut przed jego występem lało tak mocno, że byliśmy z braciszkiem całkiem przemoczeni. Ale nic to – koncert bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, utwory na żywo wypadły bardziej niż dobrze. Jedynym minusem okazały się fanki – gdzieś kiedyś przeczytałam, że najgorsze u Taco są fanki właśnie. Dzikie piski i pląsy plus wykrzykiwanie (dość ponurych tekstów) z ogromnym entuzjazmem… ja wiem, każdy przeżywa sobie jak chce, ale mam niski próg tolerancji na niektórych. Tu akurat byłam rozbawiona i szczerze mówiąc nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej widziałam coś takiego (btw. podejrzewam, że koncertów The Beatles, w czasach ich świetności, bym nie przetrwała, tam się działo).




Szybki przeskok do jesieni – ukazuje się Marmur. O premierze dowiedziałam się chwilę przed wyjściem z domu, oczywiście zdążyłam trochę posłuchać, ryzykując spóźnienie na pociąg. Początek płyty totalnie mnie oczarował i nie mogłam doczekać się przesłuchania całości.  

Marmur to pierwszy długogrający album w twórczości Taco, ale kolejny koncept. To chyba podoba mi się w jego płytach najbardziej – to historie, w których rzeczywistość przeplata się z wyobraźnią, życie z popkulturą. Świat przedstawiony w poszczególnych utworach jest zupełnie inny niż mój własny, a mimo to na poziomie emocjonalnym pochłania mnie całkowicie.

Chociaż Taco zdecydował się podpisać kontrakt płytowy z Asfalt Records wciąż udostępnia muzykę za darmo na youtube i w formie mp3. Wiem, że większość albumów można obecnie znaleźć na Spotify, ale i tak to miłe. Dla mnie nic nie zastąpi CD, w tym przypadku dodatkowo zachęca fakt, że każda z płyt jest przepięknie wydana. Polecam koneserom.

Wkładka Marmuru ilustrująca piosenki

Twórczość Taco, to wiele odwołań i motywów. Podejrzewam, że dla kolejnych pokoleń większość nawiązań będzie zupełnie niezrozumiała (sam Taco zmieniał niektóre teksty, właśnie ze względu na to, że się dezaktualizowały).


[Wszystkim, którzy są ciekawi interpretacji tekstów, zachęcam do zajrzenia tu.] 

Mój tata mówi, że to muzyka drogi. Coś w tym jest – w utworach często pojawiają się podróże, różne miejsca na świecie, a do tego twórczość Taco idealnie sprawdza się w samochodzie.  

To o czym ten Taco właściwie prawi?

Przy okazji jestem Filip Szcześniak, gdybyś nie wiedział*

Wątki autobiograficzne. Z jednej strony Taco twierdzi, że nie lubi mówić o sobie, z drugiej – robi to większość czasu. Owszem, często mimochodem i między słowami, ale jak się dobrze wsłucha, najbardziej istotne fakty można wyciągnąć z kontekstu.

Puść mi Rubber Soul Beatlesów i bądź szczodra z basem

Nawiązania do kultury, w tym mnóstwo muzycznych. Jest Jack White, Arctic Monkeys, The Beatles, Drake, Nosowska czy nawet Ennio Morricone. No i Taco odwołuje się już też do samego siebie. Uwielbiam.

Od ćwierćwiecza się pałętam, czuję, że nie umiem nic

Częste rozliczanie się ze swoim wiekiem i etapem życia. Było pożyczanie pieniędzy od mamy, była chęć wzbogacenia się, był przypływ gotówki. Był też nieokreślony stan między dzieciństwem, a dorosłością. Pojawia się wiele problemów, charakterystycznych dla dwudziestokilkulatków. Ja się odnajduję.



Wybacz, że gniewam się, gdy znowu się oddajesz szlugom

Papierosy. Alkohol i papierosy, ale głównie papierosy. Taco już nie pali, ale jako astmatyk i hipochondryk, często nawiązuje do nałogu.

Wszędzie świecące prostokąty, kiedyś tańczyliśmy

Uzależnienie od telefonu, bycie online, śledzenie się na portalach społecznościowych… współczesne życie. Z jednej strony ogranicza, z drugiej nie potrafi się całkowicie odciąć. Nie on jeden.

Nie boję się umierać, lecz boję się być miernotą

Mieć czy być? Gonić czy żyć? Może niedokładnie oddaje to ten fragment, ale wątek ten często się przewija. Sukces i wygodne życie czy spokój? Ciągłe dążenie do bycia kimś i zwątpienie, bo co to właściwie znaczy? No właśnie.

I saw the spark up in your heart and then I took it

Angielskie początki i życie w wielu miejscach. Filip jako kulturoznawca z wykształcenia i wychowania (hłehłe). W końcu, urodził się w Kairze.

Do Boga nie modlę się wcale, bo nie chcę się Bogu narzucać

Liczne rozliczenia z Bogiem, wiarą i jej brakiem. Jeszcze w umowie o dzieło była deklaracja ateizmu, mimo to, temat Boga czy nie-Boga powraca. U Taco podejście ewoluuje na kolejnych albumach. Zawsze mnie to intryguje, w twórczości polskich muzyków często pojawia się wiara, a ateiści, czy też osoby uważające się za ateistów, wspominają o tym najczęściej. Ciekawe.

Po co mi ten pociąg skoro ciebie nie ma na stacji

Wątki romantyczne, bo przecież wszystkie opowiadania traktują w gruncie rzeczy o miłości (Robert McLiam Wilson). Taco często mówi o zakochaniu, dziewczynach, a sam Trójkąt Warszawski jest przecież historią trójkąta miłosnego. I chociaż można mieć wrażenie, że strasznie dużo dziewczyn przewija się w jego tekstach, od kilku dobrych lat jest w związku z tą samą kobietą. Dowody na instagramie. Deszcz na betonie przez swój lekki bit stał się wakacyjnym hitem, ale to przecież smutna piosenka (czy tylko mi się tak wydaje?). No i te metafory… romantyzm level: hard.



Marmur jest moim zdaniem płytą genialną. Ok, nie jest to muzyka dla każdego (istnieje taka w ogóle?), znawcy rapu pewnie burzą się, że jest tak popularna, może to dla nich kolejny mainstreamowy nic nieznaczący produkt. Trudno. Dla mnie to wciągająca historia, uzupełniona dźwiękiem. Jest Trójmiasto (!), są lęki, walka ze sobą, włóczęga, tęsknoty, marzenia i miłość. Jest ogromny bagaż emocjonalny, który mnie uderza. Kiedy słucham tej płyty, tylko słucham, nie skupiając się na niczym innym, wzrusza mnie i totalnie rozwala. Dlatego muszę zrobić sobie przerwę na jakiś czas. [Pewnie też dlatego denerwują mnie fanki – on mówi, że jest załamany, a one wydają z siebie niemalże ultradźwięki. Boli.]

Podobno nie jest godny miana rapera. Kolejne projekty dzielą fanów i krytyków. O jego twórczości mówi się różnie, ale mówi się. I póki będzie tworzył, jestem przekonana, że będzie się mówiło. Filip pisze po swojemu, o czym chce, nie patrząc na resztę. Może bywa bezczelny, ale nie ukrywa też swoich paranoi. W końcu Fifi i Pasażer walczą. Trzymam kciuki za jego dalszy rozwój, a w najbliższym czasie Paszport Polityki dla niego i Rumaka. Należy im się, a co.


*Wszystkie wyróżnione fragmenty pochodzą z płyty Marmur.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz