wtorek, 28 lipca 2015

Dzień z Nicole Kidman

Jeeej! Po raz kolejny piszę podczas specyficznej pogody – na zmianę pada deszcz i grad, przeplatając się z przebłyskami słońca. Przypominam – wciąż trwa lipiec. No właśnie.

Dziś parę słów związanych z moją małą tradycją. Od kilku lat każdego 28 lipca oglądam film albo kilka filmów z udziałem Nicole Kidman. Jak to się zaczęło, tego Wam nie zdradzę, ale bardzo polubiłam ten zwyczaj i staram się go podtrzymywać.


Źródło: materiały prasowe

Aktorka ta ma chyba równie wielu zwolenników, co przeciwników. Ja bardzo ją lubię i staram się śledzić jej artystyczne losy. Chociaż wielu filmów z jej udziałem jeszcze nie widziałam (zagrała w ponad sześćdziesięciu!) przedstawiam Wam subiektywne zestawienie kilku, które zainteresowały mnie najbardziej.

Zacznę od najbardziej znanego i chyba też bardzo lubianego przez wiele osób Moulin Rouge!. To historia miłosna i musical, co pewnie odrzuca część widzów, ale moim zdaniem warto go obejrzeć. Jest perfekcyjny wizualnie, dekoracje i kostiumy są dopracowane do najmniejszego szczegółu (co jest charakterystyczne dla stylu Baza Luhrmanna), a także ciekawy muzycznie. Sama Nicole dobrze wypada w roli Satine również pod względem wokalnym. Film ten wywołuje wiele emocji, chociaż trzeba się nastawić bardziej na melancholijny nastrój. Ciekawostką dla polskich widzów jest rola Jacka Komana i jego świetne wykonanie utworu El Tango de Roxanne. Warto zobaczyć.


Źródło: materiały prasowe
Kolejnym także dość popularnym filmem są Godziny, w których Nicole wystąpiła u boku Julianne Moore i Meryl Streep. Wszystkie trzy kreacje aktorskie są moim zdaniem genialne, każda z pań pokazała się ze swojej najlepszej strony. Nicole występuje tu jako Virginia Woolf, dzięki starannej charakteryzacji jest niemalże nie do poznania. Godziny są historią trzech kobiet, żyjących w różnych czasach i realiach. Można dopatrzeć się tu także trzech fal feminizmu, chociaż uważam, że nie to jest w filmie najważniejsze. To jeden z lepszych dramatów o kobietach, a im jestem starsza, tym bardziej go doceniam.    
Źródło: materiały prasowe
Skoro mowa o postaciach autentycznych… W tej kategorii ciekawym filmem jest także Futro: portret wyobrażony Diane Arbus. To jedna z mniej popularnych historii, a ze względu na postać, którą przybliża, znany jest przede wszystkim w kręgu osób zajmujących się fotografią. Oglądałam go naprawdę dawno, ale pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie. Odrobinę surrealistyczny, mroczny, inny – taki jak fotografie Diane Arbus. Chętnie go sobie odświeżę.

Źródło: materiały prasowe
Następnym filmem w moim krótkim zestawieniu jest Tłumaczka, czyli Nicole Kidman i Sean Penn w akcji. Warto obejrzeć chociażby ze względu na ten duet aktorski. To trzymająca w napięciu opowieść o tym, co może się stać kiedy znajdziemy się w nieodpowiednim miejscu i czasie. A może właśnie odpowiednim?

Źródło: materiały prasowe
Ostatnim wybranym przeze mnie filmem jest Dogville w reżyserii Larsa von Triera. Już samo nazwisko twórcy zapowiada, że będzie to film nietypowy. Jest to zdecydowanie kino eksperymentalne. Pokazuje losy pozornie zwykłego miasteczka, którego inność polega na tym, że nie ma w nim… budynków. Widzowie obserwują życie ludzi w domach bez ścian. Scenografia ograniczona została do minimum, może się wydawać, że oglądamy bardziej próbę, niż gotowy film. Ciekawe jest również to, że przy użyciu oszczędnych środków można zbudować tak niepokojącą atmosferę. Obraz, do którego też na pewno kiedyś wrócę.  

Źródło: materiały prasowe
Co jest niezwykłego w Nicole Kidman? Może nie jest wybitną aktorką, ale ma w sobie coś takiego, co sprawia, że chce się ją oglądać. Ja tak mam. Na miejscu tego wpisu mogłoby równie dobrze znaleźć się zestawienie filmów z jej udziałem, które podobały mi się najmniej. Wolę jednak skupić się pozytywach, może za rok stworzę zupełnie nową listę?

A Wy macie swój ulubiony film z udziałem Nicole? A może jakąś nietypową tradycję? Koniecznie dajcie znać w komentarzach :) 


1 komentarz:

  1. Jasne, że mam swój ulubiony film z Nicole Kidman "Oczy szeroko zamknięte", w którym zagrała u boku wtedy już chyba swojego byłego męża Toma Crusa. Historia jest trochę mroczna, perwersyjna i intrygująca jeśli nie widziałaś serdecznie polecam. Co do twoich propozycji widziałam wszystkie filmy i chyba najbardziej bliski memu sercu jest film "Godziny". Co do miusicalu, kocham ten gatunek, ładna historia, ale bardziej mnie wzrusza "Upiór z opery" więc każdy ma swój pomysł na miłość :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń