środa, 11 marca 2015

And the Oscar goes to…

Miało być Oscarowe podsumowanie, później z tego zrezygnowałam. Ostatecznie jednak postanowiłam coś napisać, będę mogła sobie przeczytać za rok. Tym bardziej, że noc rozdania Nagród Akademii Filmowej jest dla mnie od pewnego czasu jedną z najbardziej oczekiwanych nocy w roku.

Może to przereklamowane. Może wcale nie chodzi o kino. Może za kilka miesięcy nikt nie będzie pamiętał gali. Ale jednak filmy i aktorzy, którzy wygrywają na zawsze zapisują się w historii filmu. Niezależnie od tego czy dana nagroda została przyznana słusznie czy nie. Zresztą, czy sztukę można w ogóle rozpatrywać w takich kategoriach?

Źródło: moviesroom.pl

Ten rok był szczególnie ważny dla polskich twórców, bo otrzymali oni aż pięć nominacji. Najważniejszą i najgłośniejszą była oczywiście nominacja Idy, o czym za chwilę.

Wielką pominiętą Polką jest według mnie Anna Biedrzycka Sheppard nominowana w tym roku za kostiumy do filmu Czarownica. Ma na swoim koncie imponujący dorobek i mocno trzymałam za nią kciuki, bo uważam, że to co robi jest naprawdę świetne. Wygrała Milena Canoreno i Grand Budapest Hotel – nie ma się do czego przyczepić, ale szkoda, że to nie Anna dostała nagrodę. Tworzy już długo i zasługuje na statuetkę.

Źródło: materiały prasowe

Wśród nominacji znalazły się także dwa krótkometrażowe filmy dokumentalne z Polski. Żaden z nich nie został nagrodzony, ale nie uważam, że któryś szczególnie na to zasłużył. W obu obrazach ważna jest historia, oba dotyczą chorób. Cieszyłam się z tych nominacji, zwłaszcza dla Naszej klątwy. Nie ze względów filmowych, ale dlatego, że nominacja=rozgłos, rozgłos to zwiększenie szansy na zebranie funduszy dla chorego synka twórców. Sam film nie jest zły, jednak nie odkrywa niczego nowego. To poprawna etiuda. Podobnie Joanna, z tą różnicą, że nie ma już szans na pomoc dla tytułowej bohaterki. Tak czy inaczej – fajnie, że Polskie kino daje się zauważyć także za oceanem.

No i w końcu  - nominacje dla Idy. Powiem szczerze, że nawet bardziej od nagrody za film nieanglojęzyczny liczyłam na statuetkę za zdjęcia, bo właśnie one w tym filmie poruszają mnie najbardziej. Oczywiście cieszę się, że w końcu polski film został filmem roku, chociaż nie jestem pewna czy to właśnie Ida powinna nas reprezentować poza krajem. Nawet w Polsce opinie co do obrazu Pawlikowskiego są skrajne. Ja należę do fanów Idy, dodatkowo czuję do filmu sentyment, bo opisałam go w swoim zeszłorocznym licencjacie. Jednak rozumem, że może wydawać się nużący i przeestetyzowany. Co do samej fabuły, to nie nowość, że polscy twórcy lubią grzebać w przeszłości. Wiem, że to również wielu odrzuciło. Dla mnie Ida to przede wszystkim doskonała forma filmowa z ciekawymi kreacjami aktorskimi. Cieszmy się więc, że otrzymaliśmy skromne miejsce w historii kina światowego, bo kto wie czy to nie pierwszy i ostatni Oscar dla polskiego filmu. Poza tym statuetkę wręczała Nicole Kidman, co ucieszyło mnie jeszcze bardziej.



Co jeszcze ciekawego przyniosły tegoroczne Oscary?

Fajnie, że doceniona została animacja Wielka Szóstka, chociaż nie było to jakimś wielkim zaskoczeniem (animacje ze studia Pixar zawsze odnoszą sukcesy). Obawiałam się trochę, że nagrodę dostanie film Jak wytresować smoka 2 – moim zdaniem, chociaż jest on bardzo dobry, to powiela zbyt wiele schematów wykorzystanych w innych filmach. Pamiętam, że bardzo mi to przeszkadzało podczas oglądania. Liczyłam na zwycięstwo Pudłaków, bo to naprawdę genialna, trzymająca w napięciu animacja. Chociaż odradzałabym oglądanie jej z małymi dziećmi. Bardzo sympatyczną propozycją jest też nagrodzona animacja krótkometrażowa Uczta.

Nagrody główne! Tak czułam, że wygra Birdman (dowody można znaleźć w nocnych smsach do Izy, mojej mentalnej towarzyszki podczas rozdania nagród, którą przy okazji pozdrawiam ;)). Birdman świetnie podsumowuje to, czym jest Hollywood i w ironiczny sposób ukazuje jego metaforycznych przedstawicieli. To chyba dobrze, że taki film został nagrodzony. Ku przestrodze dla tych, którzy siedzą w tym biznesie. Akademia pokazała w ten sposób, że ma dystans. I dobrze.



Moim ulubionym filmem z głównej kategorii, od początku był Boyhood. Widziałam ten film na pokazie przedpremierowym w sierpniu i zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Mimo to, uważam że Boyhood nie jest oscarowym filmem i zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam go wśród nominacji. W gruncie rzeczy dobrze, że nie został nagrodzony, bo jakoś… nie pasuje. Nagrodę otrzymała Patricia Arquette za rolę drugoplanową. Chociaż miałam wrażenie, że jest nieobecna duchem, udało jej się wygłosić bardzo dobre przemówienie. 



Co do filmu Whiplash mam mieszane uczucia. Niby pomysł dobry, wykonanie też, ale to jednak nie to. Spodziewałam się naprawdę czegoś niesamowitego i być może dlatego się zawiodłam. Na pewno nie jest to film o pasji. Są dwie osobowości, chore ambicje i dążenie po trupach do celu. Film trzyma w napięciu, a nawet sprawia fizyczny ból, tyle że nie przekonuje w pełni. Ogromny plus za muzykę i grę aktorską (zasłużony Oscar dla J. K. Simmonsa, chociaż to nieporozumienie, że za rolę drugo, a nie pierwszoplanową). Jednak moim zdaniem pojawia się zbyt wiele elementów, które sprawiają, że całość jest mało przekonująca.

Teoria Wszystkiego to nieźle skrojony film biograficzny, ale przede wszystkim bardzo dobry (melo?)dramat. Wielu zarzuca, że jest zbyt „telewizyjny”, ale moim zdaniem to zupełnie w niczym nie przeszkadza. No i nagrodzona rola Eddiego Redmayne zdecydowanie przykuwa uwagę. Gra tajemnic też wyszła całkiem dobrze. Za mało faktów i Polaków? Cóż, nie jest to obraz historyczny, a biograficzny. Dobrze zrealizowany. Snajpera i Selmy niestety jeszcze nie widziałam.  

Co do samej gali – było dobrze, chociaż myślę, że na dłużej zapadnie mi w pamięć zeszłoroczne rozdanie nagród. Neil Patrick Harris poradził sobie jako prowadzący, był zabawny i uroczy, ale w pewnych momentach całość traciła dynamiczność. Pod koniec bałam się, że zasnę i nie doczekam wręczenia nagrody głównej. Czegoś zabrakło. Iskry, która jeszcze bardziej urozmaiciłaby galę. A może to przez studio Canal plus jestem odrobinę rozczarowana? Z całym szacunkiem, ale pan Błażej Hrapkowicz irytował mnie okropnie. Miałam wrażenie, że sam chętnie przyznałby nagrody, bo oczywiście lepiej by je rozdzielił. Życzę więcej pokory w przyszłości.

To chyba tyle. Czekam na przyszłoroczną edycję rozdania Nagród Akademii Filmowej, bo oprócz przepychu, drogich kreacji oraz przesadnego zamieszania oscarowa gala jest ukłonem w stronę kina. Wśród nominacji zawsze można znaleźć kilka perełek, dlatego warto się im bliżej przyjrzeć. Bardzo do tego zachęcam.

1 komentarz:

  1. No cóż, widzę, że parę filmów do obejrzenia przede mną. Dzięki. Lubię te Twoje recenzje.

    OdpowiedzUsuń