niedziela, 25 stycznia 2015

The Walking Dead: Season Two

Tak bardzo nie mam czasu. Liczę na to, że niedługo wszystko wróci do normy i będę pisać tak często, jak będę chciała. Zapowiedziany już dawno wpis dedykuję Braciszkowi, który wkurza się jak o nim piszę (kiedy tego nie robię, też się denerwuje, więc…). Dzięki za wszystkie gry! Sama bym ich na pewno nie kupiła.

Braciszek piękny, nie do poznania!

Wróćmy do błogiego czasu sprzed kilku tygodni, kiedy wieczory i noce spędzałam z grą The Walking Dead: Season Two. Pierwszą część opisywałam TU. Ostrzegam, że jeśli ktoś nie grał w The Walkin Dead: Season One, a planuje to zrobić, może dowiedzieć się z mojego wpisu istotnych szczegółów. Obie części są ze sobą ściśle powiązane, więc nie da rady tego uniknąć. Odradzam też oglądanie zwiastuna – nie wiem kto nad nim pracował, ale to jeden wielki spoiler.

Źródło: www.videogamesblogger.com

Zaczynamy tu, gdzie skończyliśmy. W ostatnich scenach pierwszej części umiera nasz główny bohater Lee, więc tym razem sterujemy Clementine. Dziewczynka dorasta w trudnych czasach, a jest zdana przede wszystkim na siebie. Teoretycznie nasze wybory z pierwszej części mają wpływ na rozgrywkę drugiej. Pewnie tak, ale raczej w minimalnym stopniu. Do kwestii wyborów wrócę jeszcze w dalszej części wpisu.

W czasie rozgrywki staramy się przetrwać – celem jest znalezienie bezpiecznego miejsca i pomocnych osób. To właśnie relacje międzyludzkie i trudności z nimi związane są główną treścią gry. Jak utrzymać dobre stosunki z innymi w obliczu apokalipsy? Ciężkie zadanie, ale to miła odmiana, w pierwszej części rozgrywka koncentrowała się na zabijaniu zombie, tu jest tego zdecydowanie mniej. I dobrze, bo myślę, że gdyby w rzeczywistości coś takiego się wydarzyło, to właśnie ludzie byliby dla siebie największym zagrożeniem.

Gra ponowienie jest zbudowana z odcinków. Po raz kolejny podziwiam tych, którzy potrafili czekać na nie kilka tygodni, ja podzieliłam sobie grę tak, że jednego dnia grałam w jeden epizod. Ma to sens o tyle, że chwilę żyje się fabułą. Gdyby zagrać w całość za jednym razem, straciłoby się połowę przyjemności. Nie zmienia to faktu, że i tak gra się za krótko.

O ile w pierwszej części to, że większość rzeczy wykonywał nasz bohater wydawało się dosyć naturalne (w końcu był to dorosły mężczyzna, dbający o bezpieczeństwo dziecka), tym razem momentami ociera się o absurd. W gruncie rzeczy jesteśmy przecież bezbronną dziewczynką, a musimy zajmować się trudnymi zadaniami, kiedy grupa dorosłych stoi i patrzy. Wiem, że to gra, ale kurde… Chcę wierzyć w to, co gram, a niestety takie drobiazgi to utrudniają.

Źródło: www.gamezone.com

Jest jeszcze jedna kwestia, która mnie to bardzo, ale to bardzo irytuje. Tak, podejmujemy decyzje. Tak, w niewielkim stopniu wpływa to na akcję. Niewielkim, bo są wybory, które naprawdę nie mają znaczenia. Na przykład – oberwiemy od kogoś niezależnie od tego, co zrobimy. No i bez względu na wybory fabuła jest jedna. Nie sądzę, że gdybym zagrała jeszcze raz wiele by się zmieniło. Ok, można tracić różnych bohaterów, w różnych momentach, ale w gruncie rzeczy nie są to wielkie zmiany. Brakuje mi tego, co ma Heavy Rain – fabuły, którą realnie się kreuje.

Jedyną prawdziwie trudną decyzję trzeba podjąć w finale. I rzeczywiście prowadzi ona do kompletnie odmiennych zakończeń. Trzecia część podobno się pojawi i jestem naprawdę ciekawa, jak to wszystko zostanie rozwiązane. Wychodzi na to, że w zależności od ostatnich wyborów, mogłoby powstać kilka różnych wersji gry. I szczerze mówiąc, mam nadzieję, że tak się stanie.

Pewnie jeszcze trochę poczekam, bo raczej nie zdecyduję się na to żeby kupić grę tuż po premierze. Tak czy inaczej, myślę, że warto. Przywiązanie do fabuły to fajna sprawa, dlatego cieszę się na kontynuację. Oby pojawiła się niedługo.

A teraz… Trzymajcie kciuki za moje ekscytujące rozgrywki na uczelni. Chcę z nimi skończyć jak najszybciej, bo jestem już strasznie zmęczona. No i planuję pisać znacznie więcej, jak tylko wszystko wróci do normy. Nie wiem kiedy znowu się pojawię, ale… Może uda się za tydzień? Mam nadzieję, że tak.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz