poniedziałek, 3 listopada 2014

Uroczy nieład 'Niezasłanych łóżek'

Jestem stałą czytelniczką programu telewizyjnego. Wiele osób rzuca telewizję, a filmy ogląda głównie w sieci. Szkoda, bo w dobie nagrywarek cyfrowych można elastyczne układać sobie plan oglądania. Jakość też od razu lepsza ;) Dlatego zawsze z ciekawością przerzucam kartki programu, poszukując filmów, które muszę nadrobić.

Jedną z zaginionych perełek, o których pewnie nigdy bym nie usłyszała, gdyby nie lektura tygodniowego „rozkładu jazdy”, były Niezasłane łóżka (reż. Alexis Dos Santos, Wielka Brytania, 2009 rok).


Źródło: filmweb.pl

Jest to film z rodzaju „nieopisywalnych”. Niby mamy tu historię, mamy też wyrazistych bohaterów, jednak nie to jest tu najważniejsze. Ale po kolei.

W filmie przeplatają się losy dwójki młodych bohaterów, są to Axl i Vera. Zagubieni, szukają swojej drogi i próbują zrozumieć siebie. Wiele ich łączy, choć na ekranie pojawiają się razem tylko w jednej scenie. Ona szuka ukojenia po nieudanym związku, on próbuje nawiązać kontakt z ojcem, którego nigdy nie poznał. I tak żyją od zdarzenia do zdarzenia. A czas płynie. I film też.

Właśnie to „płynięcie” oddaje charakter filmu. Nie jest to kino oparte na akcji, najważniejsza jest tu atmosfera. Klimat, emocje, zmysłowość… Dźwięki, obrazy i wrażenia. Ten film się doświadcza, nie ogląda. Nie polecam osobom niecierpliwym – mogą wpaść w senny nastrój. Ja takie kino lubię i cenię, właśnie za to, że jest inne i niekoniecznie nadaje się do „codziennego” oglądania. Trzeba sobie zapewnić do tego odpowiednie warunki.

Ważny wydaje się motyw maski. W świecie Niezasłanych łóżek każdy kogoś udaje. Jedni udają nieznajomych, inni porządnych studentów. Maski pojawiają się w filmie także fizycznie. Nie ma jednak znaczenia, czy postacie mają je na twarzach, czy nie. Ciągle udają, bo nie wiedzą kim są. Nie wiedzą kim mogą i kim chcieliby być. Skłania to do refleksji nad tym, jak to jest w naszym życiu. Bo przecież każdy musi czasem użyć maski.   

Film jest produkcji brytyjskiej, jednak różnobarwne postacie wprowadzają wielokulturowy klimat. Każdy jest z innej bajki, każdy ma swoją historię. Widać to w ubiorze i zachowaniu. Kolorowe, bardzo oryginalne kostiumy są także mocną stroną produkcji. Chociaż pewnie niektórym wydadzą się zbyt „hipsterskie”.   

Warto także zwrócić uwagę na zdjęcia. Sposób prowadzenia kamery kojarzy się z amatorskimi dokumentami. Dzięki temu bohaterowie stają się bliżsi widzom. Kilka z ujęć zapada w pamięci na długi czas. Specyficzne oświetlenie również wpływa na ogólny odbiór filmu. Większość kadrów jest przepełniona półmrokiem. Słabe światło żarówki i ciemne plenery także wpływają na charakterystyczną atmosferę tego filmu.

Różnorodne utwory alternatywnych zespołów dopełniają całości produkcji. Wśród wielu wykonawców rozpoznałam jedną wokalistkę – jest to Kimya Dawson, która zdobyła największą popularność dzięki filmowi Juno, do którego wykorzystano jej piosenki. Specyficzny styl, rozstrojone instrumenty, brak synchronizacji między wokalem i podkładem, abstrakcyjne teksty – to jest właśnie Kimya. Jednych śmieszy, innych irytuje, mnie ujmuje.



Polecam Niezasłane łóżka widzom cierpliwym, wrażliwym na nieoczywiste piękno. Spodobać się może miłośnikom Debiutantów (reż. Mike Mills, 2010r.). Jest też jeden wątek, który kojarzy się z filmem Wyśnione miłości Xaviera Dolana, nie zestawiałabym ich jednak w jednej kategorii (tym bardziej, że nie jestem zwolenniczką tej produkcji). Niezasłane łóżka są filmem, w którym trzeba się rozsmakować – bardzo go polecam.   


Zachęcam do oglądania i dyskusji :)     


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz