czwartek, 20 listopada 2014

O tym jak stałam się nołlajfem – gramy w ‘The Walking Dead’

Kolejny dowód na to, że grać nie powinnam, czyli kilka słów o grze The Walking Dead (reż. Sean Ainsworth). Zdecydowanie za bardzo wciągam się w gry i ciężko mi przestać dopóki nie skończę…

O The Walking Dead usłyszałam kiedy serial o tym tytule bił rekordy popularności. Z ciekawości obejrzałam kilka odcinków, ale zupełnie do mnie nie trafił. Wydał mi się nudny.

Źródło: wikipedia.org

Od pewnego czasu mój Braciszek usilnie namawiał mnie, żebym spróbowała zagrać. Było to jednak przed moją grą w Heavy Rain (o której pisałam TU). Ostatnio ciągnęło mnie żeby znowu w coś pograć, więc w końcu dałam się namówić.

Kilka informacji dla tych co nigdy o The Walking Dead nie słyszeli. Zarówno serial, jak i gra inspirowane są komiksem o tym samym tytule. Komiksu nie czytałam i raczej nie przeczytam, ale z tego co słyszałam niewiele pozostało z pierwotnej fabuły. W grze widoczna jest jednak typowa komiksowa kreska. Gdyby zrobić screeny poszczególnych scen można by było skleić nową wersję komiksu. Grafika może więc odpowiadać, albo nie. Początkowo mi przeszkadzała, z czasem jednak się przyzwyczaiłam.

The Walking Dead jest grą fabularną, na której przebieg mają wpływ decyzje gracza. Podzielona została na epizody, które od chwili premiery ukazywały się w odstępach czasowych. Zrobiono więc z tego trochę grę-serial, każdy kolejny odcinek zaczyna się od przypomnienia tego, co było w poprzednim. Cieszę się, że grałam w całość, bo chyba bym zwariowała, czekając na kolejne kawałki historii. 

Źródło: toucharcade.com
O czym jest fabuła? Jak wskazuje tytuł, mamy tu do czynienia z żywymi trupami. Niezrozumiały dla mnie fenomen tematyki związanej z zombie trwa. Nie wiem, może ktoś faktyczne czeka na taką apokalipsę? Na szczęście gracz skupia się przede wszystkim na dwójce głównych bohaterów, którymi są niedoszły więzień Lee (to nim sterujemy) i ośmioletnia Clementine, która przez apokalipsę straciła kontakt z rodzicami. Lee znajduje dziewczynkę w jednym z opuszczonych domów i postanawia pomóc jej przetrwać  jest to główne zadanie grającego.

Grałam w wersję komputerową, więc po raz kolejny musiałam opanować sterowanie. Oczywiście z różnym skutkiem. Tak – ginęłam nie raz (ku uciesze mojego Brata – pzdr Michael). Na szczęście jeśli w pełni skupić się na rozgrywce, sterowanie staje się dość proste.

W grze pojawia się wielu różnych bohaterów. Nie ma sensu żebym ich opisywała, powiem tylko, że los poszczególnych z nich (często życie lub śmierć) zależy od decyzji grającego. Miałam kilka genialnych momentów, w których z rozpędu wcisnęłam nie to co chciałam… Skutki odczułam później. Na szczęście to tylko gra ;)     

Źródło: walkingdead.wikia.com
Fabuła jest naprawdę ciekawa, mimo tego, że temat zombie powoli staje się oklepany (najpierw inwazja wampirów, później zombie, ciekawe co popkultura szykuje jako kolejne). Chociaż głównym celem jest przetrwanie, pojawia się kilka zaskakujących momentów i zwrotów akcji.

Co ciekawe, skłania też do przemyśleń. Czy prawda zawsze jest najlepszą opcją? Jak być szczerym, nie raniąc innych? Komu i na ile można zaufać? Jak podjąć dobrą decyzję, nie mając zbyt wiele czasu? Może nie są to super głębokie myśli, ale dopadały mnie bardzo często podczas rozgrywki. I nie tyczyły się wyłączne świata fabuły.

Gra wciąga, i to bardzo. W każdym razie mnie wciągnęła. I chociaż sporo rzeczy mogłam zrobić lepiej, szybciej i prościej, nie żałuję :) Polecam wszystkim lubiącym gry fabularne i tym, którzy chcieliby spróbować, a mają wątpliwości. Grajcie.

A teraz… Czekam, aż przecenią drugą część. Michał nie uświadomił mnie w porę, że jej nie mamy, dlatego nastawiłam się, że przejdę ją od razu po skończeniu pierwszej...

Na szczęście wiele innych kulturalnych atrakcji przede mną ;)  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz