niedziela, 30 listopada 2014

„Cień wiatru” – niezwykły świat książek

W ostatnich dniach liczba wejść na blog gwałtownie wzrosła. Co ciekawe większość wyświetleń była… Z Francji. Zastanawiające. Być może pomyślę kiedyś o pisaniu w dwóch językach, póki co chciałabym jednak zdobyć czytelników z Polski. Chociaż kilkoro.

Koniec dygresji, czas na Cień wiatru. O książce słyszałam wiele pozytywnych opinii, w pewnym momencie stała się naprawdę popularna. Do mnie trafiła dopiero jakieś dwa miesiące temu. Długo nie mogłam się zabrać za czytanie, chyba trochę nieufnie podchodzę do powszechnie lubianych rzeczy. W końcu jednak przeczytałam.


Źródło: merlin.pl


Cień wiatru to opowieść o losach młodego Daniela Sampre. Pewnego dnia ojciec zabiera go w tajemnicze miejsce, w którym znajduje się mnóstwo zapomnianych książek. Chłopiec wybiera jedną z nich. Fascynacja powieścią Juliana Carexa okaże się mieć ogromny wpływ na jego życie…

Trudno jednoznaczne określić jakiego rodzaju jest to książka. Znaleźć tam można wątki dramatyczne, psychologiczne, jest też historia miłosna oraz intrygi. Są również kryminale zagadki. Gdyby ktoś pokusił się o ekranizację wyszedłby thriller sentymentalny (tak, wiem, że coś takiego nie istnieje).

Historia wciąga, chociaż muszę przyznać, że minęło sporo czasu, zanim całkowicie zatopiłam się w świecie książki. Na początku czytałam z doskoku, kiedy miałam chwilę. Wolę jednak czytać większymi partiami tekstu, dlatego drugą połowę książki przeczytałam zarywając noce. Co najważniejsze – były to noce bardzo udane ;)

Cień wiatru wyróżnia piękny język. Carlos Ruiz Zafón czaruje każdym słowem, to proza, która zdaje się być poezją. Autor nie stroni też od ostrzejszych zwrotów i poczucia humoru, ale robi to ze smakiem. Znakomicie balansuje między spokojem a niepokojem. Myślę, że ta niezwykła hybryda, którą stworzył jest możliwa właśnie dzięki oryginalnemu stylowi autora.

I jeszcze jedna bardzo istotna sprawa dotycząca formy. Fabułę książki dopełniają niesamowite fotografie autorstwa Francesca Catala-RocàKlimatyczne, czarno-białe obrazy ukazujące najczęściej ulice Barcelony. Dzięki tym zdjęciom Barcelona staje się jeszcze bardziej wyrazistym bohaterem powieści. Bo to, że miasto jest jednym z nich, nie ulega wątpliwości. Jednak nie jest to radosne, głośne i ciepłe miejsce, z jakim może się kojarzyć. Mrok, chłód i tajemnica – tak właśnie widzę książkową Barcelonę. I cienie, nie tylko cień wiatru… Nie bez znaczenia jest fakt, że jest to powojenny obraz miasta. Niemniej bardzo interesujący. Chciałabym kiedyś wybrać się na wędrówkę śladami książkowych bohaterów…


fot. Francesc Catala-Roca

W końcu najważniejsza rzecz, o której jeszcze nie wspomniałam. Świat Daniela Sampre to świat literatury. Nie bez przyczyny Cień wiatru to jedna z części cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek. Czytanie to czynność wręcz magiczna, dzięki której można przenieść się do odległych, często nierealnych miejsc, nie ruszając się z miejsca. Autor poprzez swój cykl zdaje się oddawać hołd literaturze.

Najbardziej znany cytat z Cienia Wiatru to Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobieMyślę, że odbierając to zdanie dosłownie można pozbawić je sensu, bo widząc wyłącznie to, co mamy w swoim wnętrzu, czytanie nie mogłoby nas wzbogacać. A przecież każda przeczytana książka w jakiś sposób poszerza horyzonty czytelnika. Według mnie chodzi bardziej o doświadczenia i wrażliwość, które wpływają na to, co uznajemy w tekście za najważniejsze. Słynne ‘co autor miał na myśli’, cóż – dla każdego coś innego, bo przecież każdy jest inny. Może to banał, ale właśnie dlatego warto dzielić się swoimi doświadczeniami (nie tylko kulturowymi) z innymi, bo dzięki temu możemy spojrzeć na daną kwestię w zupełnie inny sposób.

fot. Francesc Catala-Roca

Na koniec polecam animowany film krótkometrażowy The Fantastic Flying Books of Mr. Morris Lessmore (laureat Oscara dla najlepszej krótkometrażowej animacji w 2012 roku). Myślę, że jego autorzy także doceniają potęgę literatury.



Cień wiatru to książka zdecydowanie warta uwagi. Pierwszą moją myślą po jej przeczytaniu była chęć szybkiej wycieczki do biblioteki i zatopienie się w pozostałych lekturach autorstwa Zafóna. Jednak kiedy ochłonęłam, postanowiłam odczekać jakiś czas, żeby zatęsknić za światem, w który zabrał mnie hiszpański malarz czytelniczych emocji.  

1 komentarz:

  1. Śmieszne, dziś o tej książce myślałam. Mam ją od jakiegoś czasu i nie mam czasu, żeby się za nią zabrać, pomyślałam, że okres Świąt może mi go podarować. A recenzja, bardzo osobista, niezmiernie zachęca, by przeczytać.

    OdpowiedzUsuń